Ostateczny najazd wikingów, który zapisał się na kartach historii

W 1066 roku doszło do ostatecznej bitwy między wikingami i Sasami. Miała wtedy miejsce ostatnia inwazja ludzi północy, która zakończyła się krwawą bitwą zwyciężoną przez Anglików. Ówczesny władca Anglii poprowadził swoją armię naprzeciw wikingów, którzy ponieśli ogromną porażkę i postanowili nie wrócić ponownie z zamiarem napadu na Anglię. Wraz ze swoimi ludźmi król wymaszerował do Stamford Bridge, gdzie zmierzyli się z najeźdźcami. Tam odparł inwazję Skandynawów, która przyniosła kilka lat wytchnienia między walkami.

Po bitwie król Harold dowiedział się jednak, że Wilhelm z Normandii wylądował w Kencie i przyprowadził ze sobą kolejną grupę najeźdźców, którzy zdawali się gotowi do walki. Okazało się, że wycieńczona armia Sasów nie była w stanie ruszyć tak szybko do kolejnego boju. Ze względu na to szala zwycięstwa przeważyła się na stronę Normanów. Król Harold poległ w walce. Sytuacja była niezwykle nietypowa ze względu na to, że Anglicy dzielnie odparli ataki Skandynawów tylko po to, aby upaść przed Normanami.

Dlaczego ostateczna bitwa z Normanami okazało się zabawną ironią losu?

Zgodnie z historią wiemy, że Normanowie, którzy walczyli z Anglikami, w rzeczywistości byli którymś z kolei pokoleniem wikingów. Wilhelm, który wraz ze swoją armią zwyciężył nad królem Haroldem, był wnukiem Rollo. Z kolei Rollo był członkiem grupy wyjazdowych wikingów, które w przeszłości napierały na ziemie Anglików. Chociaż ludzie Rollo zamieszkujący te ziemie z czasem stali się Francuzami, ironią losu było to, że pochodzili od wikingów. Ostatecznie Harold zwyciężył nad grupą przybyszów ze Skandynawii tylko po to, aby zostać pokonanym przez przodków tych samych wikingów, którzy osiedlili się we Francji sto lat wcześniej.